Rejsy

Baby do garów, nie do polityki...

14 marzec 2007, godz. 16:01, ilkus, felietony
Adam Kochanowski

W uproszczeniu tak można by zinterpretować słowa Premiera Jarosława Kaczyńskiego, którymi tłumaczy bratową z politycznie niepoprawnej (jego zdaniem) decyzji, jaką Pani Prezydetowa podjęła w Dniu Kobiet.

8 marca Maria Kaczyńska na spotkaniu z dziennikarkami, które odbyło się w Pałacu Prezydenckim podpisała dokument wzywający do niezmieniania Konstytucji RP w kwestii dotyczącej życia dzieci nienarodzonych. Swoją decyzję panie argumentowały tym, iż polskie prawo dostatecznie reguluje ww. problemy i nie ma potrzeby by z tego powodu ingerować w ustawę zasadniczą.

Obserwując polityczny światek, ciężko nie zauważyć, że w sprawie aborcji, szczególnie w aspektach prawno-społecznych najwięcej mają do powiedzenia Ci, których to najmniej dotyczy, czyli panowie. Jednak występ Premiera rozbudował ten stereotyp o kolejny – że Panie to w ogóle nie powinny się odzywać. W podtekście tych słów doczytuję się stwierdzenia, że najlepiej to kobiety w ogóle nie powinny się brać za politykę i najlepiej by siedziały posłusznie w kuchni przy garach.

Zdaję sobie sprawę, że wielu z Was posądzi mnie w tym miejscu o nadinterpretację – pocieszam się tym, że daleko jej do adwokackiej roli Pana Jarosława wobec prezydentowej. Przecież, jeśli faktycznie Pani Kaczyńska została wprowadzona w błąd, co stało na przeszkodzie, by sama publicznie o tym poinformowała? W ostateczności, czując się niezręcznie, mogłaby o wsparcie poprosić męża. Jednak w roli rzecznika Marii Kaczyńskiej wystąpił Premier – w moim odczuciu, zupełnie o to nieproszony.

Pokomunistyczna Polska praktycznie po każdych wyborach raczy nas nowymi kuriozami sprawowania władzy. Rządy Solidarności pokazały, że solidarności w naszym narodzie wyjątkowo brak, SLD przedstawiło nam wyjątkowo czarny obraz kapitalizmu, oparty na bezwstydnym parciu do posiadania, przejmowania bez względu na społeczną ocenę tych zachowań. Czwarta Rzeczpospolita (Może wciąż trzecia? Trzy i pół? A może w ogóle mniej niż trzy?) w pewnych aspektach bardzo przypomina mi tą SLD-owską – bezwstydnie realizującą założone cele, nie oglądając się na to co o tym sądzi społeczeństwo, a nawet więcej – wyrzucając poza margines swoiście pojmowanej przyzwoitości każdego, kto śmie mieć swoje, niezgodne z dążeniami władzy, zdanie.

Tak jak SLD kapitalizm realizowało przede wszystkim w wymiarze swojego własnego interesu, tak PiS wprowadza własne prawo i próbuje ustanowić, nie zawsze na szczęście skutecznie, swoją sprawiedliwość. Sam początek urzędowania nowopowołany Prezydent rozpoczyna od podważenia wyroku sądu. Nie uważam, by z wyrokami sądu nie można się było niezgadzać. Co więcej, moim zdaniem nie mają racji też ci, którzy zabraniają komentowania wyroków. Jednak w kwestii wykonalności – wyrok sądu jest rzeczą świętą i trzeba go akceptować. Postawa Prezydenta, nie dość, że była bardzo nieprzyzwoita, to podważyła jeden z filarów funkcjonowania państwa – władzę sądowniczą. Tak jak Leszek Miller z obraźliwych słów „jest Pan dla mnie zerem”, wskutek braku kary, uczynił zwrot dopuszczalny dla każdego i wobec każdego, tak Lech Kaczyński dał przyzwolenie na niewykonanie prawomocnego wyroku, bo sędzia jest ... albo był ... (w miejsce kropek można wstawić komunistę, katolika, homosia czy cokolwiek innego co wystarczająco podważy nam w naszym własnym mniemaniu jego kompetencje). Relatywizm interpretacji prawa w wykonaniu braci Kaczyńskich jest porażający. Aż trudno uwierzyć, że są oni z wykształcenia prawnikami. Czyny podobnej wagi, nawet podobne w swojej treści, w zależności od osoby, której są one przypisywane oceniane są skrajnie różnie, oczywiście zawsze z korzyścią na rzecz osób pozytywnie związanych z partią PiS. Stałym przykładem względności interpretacji prawa jest osoba Pana Leppera. Ten, który przed wyborami był przestępcą i złem wcielonym stał się osobą współpracującą z rządzącą partią i jednym z filarów wspaniałej Czwartej Rzeczypostpolitej. W świetle tego przypadku ciekawym wydaje się odniesienie do nagonki na samorządowców, którzy zawalili termin składania zeznań majątkowych współmałżonków. Zdaniem premiera, prawo jest prawem, a Ci powinni utracić swoje mandaty. Kropką nad i była wypowiedź sugerująca Trybunałowi Konstytucyjnemu, jaką decyzję powinien podjąć, jeśli nie chce postawić się wobec oskarżenia o niewłaściwe postępowanie – Premier zarzucił, iż jeśli Trybunał uzna ustawę za niekonstytucyjną, oznaczać to będzie, że powiadamiał wcześniej o swoich decyzjach panią Gilowską, co miałoby świadczyć o nieprawidłowościach w jego funkcjonowaniu.

Trybunał nie wystraszył się szantażu ze strony Premiera i chwała mu za to. Chwała ludziom, którzy postawieni po stronie ZOMO (słynne gdańskie „My jesteśmy tu, a oni tam...”) mają odwagę trwać przy swoich przekonaniach i głośno wyrażać swoje niezadowolenie, bo gdzieś tam kołacze się myśl, że cenzura puka do drzwi i grozi, że niedługo niewygodne wypowiedzi nie tylko będą napiętnowane, ale wręcz zabraniane i usuwane. Mamy sporą emigrację zarobkową – jeśli dojedzie do niej polityczna, Polska może zostać znacznie wyludniona.

Osobiście mając do wyboru władzę absolutną i ludzi, którzy wiedzą najlepiej co jest dla mnie dobre, wybieram kobiety u władzy – mające własne zdanie i walczące o swoje racje, ryzyko pomyłek i nieprawidłowości u polityków, wściekania się na nich, kiedy nie robią tego co moim zdaniem powinni, w zamian za wolność obywatelską i prawo do publicznego krytykowania tego co mi się nie podoba oraz chwalenia tego co uważam za dobre. Wybieram – będąc świadom jej słabości – demokrację.

Adam Kochanowski

P.S. Przez lata prowadzenia ilkusa nie zamęczałem Was raczej swoimi poglądami na świat, jednak czasem człowiek po prostu musi, inaczej... :) Jeśli ktoś chciałby polemizować z moimi poglądami lub wesprzeć mnie i pocieszyć, że nie jestem osamotniony w swoich poglądach – zapraszam na nasze forum. I wybaczcie, że to nie takie wprost o Olkuszu, ale jednak swoje przełożenie na Olkusz ma, bo nasze miasto w końcu jest kawałkiem tej Polski, w której chciałbym, by było jak najlepiej.