Okazja dla dublerów
Przebój Wolbrom - Gazobudowa Zabrze 0-2 (0-0)
Przebój: Jończyk (Wicher) - D. Misztal, Nowak, Kańczuga, Kaczmarczyk - Wolański, Koterba, Zięba, A. Szybalski - Karoń, Guzek oraz P. Misztal, Gawron, Pietras, Malinowski.
Skoro w planach Przeboju Wolbrom (wicelider wadowickiej "okręgówki") nastąpiła zmiana i zespół nie wyjechał na obóz, więc trener Krzysztof Duch zakontraktował swoim podopiecznym w tym tygodniu dwa sparingi. Rywalem wolbromian była drużyna, będąca "przechowalnią" dla piłkarzy zabrzańskiego Górnika, którzy skończyli wiek juniora, a nie udało im się zmieścić nawet w czwartoligowych rezerwach. Gazobudowa występuje w grupie II śląskiej "okręgówki".
Tym razem trener wolbromian Krzysztof Duch dał szansę pokazania się dublerom. - Skoro zawodnicy rezerw systematycznie z nami pracują, to muszą mieć okazję sprawdzenia się, a rywal ku temu był w sam raz. Przeciwnicy byli wybiegani. Dysponowali bardzo dobrymi warunkami fizycznymi. Nie może być inaczej w przypadku absolwentów "emki" - mówi trener Duch, który tym razem zdecydował się na małe roszady w składzie. - Na pozycji ostatniego stopera zagrał Nowak, który uskarżał się na drobny uraz. Z kolei występujący tam ostatnio regularnie Bartłomiej Kaczmarczyk, został przesunięty na prawą stronę - tłumaczy szkoleniowiec.
Piłkarze odczuwają skutki ciężkiego treningu. - Chłopcy skarżą się przede wszystkim na bóle w nogach. Czasami na zajęciach niejeden słania się ze zmęczenia i muszę go przed czasem odesłać do szatni. Dzisiaj gramy ze Słomniczanką. Wczoraj chłopcy mieli wolne. W niedzielę i poniedziałek też będą odpoczywać, bowiem we wtorek czeka nas mecz na szczeblu centralnym Pucharu Polski z Górnikiem Polkowice - przypomina szkoleniowiec.
Trener Duch jest jednak wstrzemięźliwy przed wygłaszaniem pochwał pod adresem zawodników, którzy mieli okazję zagrać po raz pierwszy. - Martwi mnie trochę uraz pachwiny, którego nabawił się Koterba i musiał zejść z boiska już po 20 minutach gry. Zaraz po przerwie z boiska zdjąłem Ziębę. W mocno rezerwowym składzie straciliśmy dwa gole w przeciągu 15 minut. Najpierw rywal uciekł Kańczudze, który nie chciał go faulować, więc ten dośrodkował, a pozostawiony bez opieki inny zawodnik z 2 m trafił do siatki. Przy drugim golu nasz bramkarz nie miał szans na skuteczną interwencję, bowiem piłka po drodze odbiła się od jednego z zawodników, myląc co całkowicie - kończy szkoleniowiec.
(zab)
