Weryfikacja planów
Nie ma mocnych na Przebój Wolbrom natomiast w Beskidach Andrychów na razie wyleczyli się z walki o awans
Piłkarze Beskidów Andrychów po porażce 0-2 (0-0) na własnym boisku z Przebojem Wolbrom weryfikują swoje plany. Już nie mówi się głośno o awansie, tylko o budowie drużyny. Z kolei Przebój Wolbrom imponuje konsekwencją. Pięć meczów, komplet zwycięstw i zerowe konto strat.
- Pierwsza połowa była wyrównana - uważa trener Przeboju Krzysztof Duch. - Jednak z małym wskazaniem na nas. Gdyby jeszcze przed przerwą Cupiał wykorzystał swoją sytuację, moglibyśmy mówić już o pełni szczęścia - dodaje szkoleniowiec.
Wolbromianie wiedzieli, że jadą na "gorący teren", ale nie zamierzali się kurczowo trzymać własnego przedpola. - Mieliśmy przede wszystkim nie panikować w tyłach - podkreśla Krzysztof Duch. - Rywale starali się nas przycisnąć, ale ich akcje kończyły się w okolicach naszej "szesnastki". Po zmianie stron zagraliśmy odważniej. Udało nam się strzelić bramkę i potem pozostało już tylko kontrolowanie sytuacji na boisku. Szkoda, że sędzia nas wykartkował. Zapewniam wszystkich, że po tej wygranej mocno stoimy na ziemi - dodaje Krzysztof Duch.
- Na początku chciałbym pogratulować przeciwnikom zwycięstwa - podkreśla trener Beskidów Piotr Stach. - Byli zespołem bezsprzecznie lepszym i wygrali zasłużenie. Dla moich chłopców była to bolesna lekcja futbolu. Pytanie tylko, czy potrafią wyciągnąć z niej wnioski. Od początku sezonu wokół zespołu było wiele szumu, że Beskidy idą na awans. Po tym spotkaniu będziemy musieli zweryfikować swoje plany. Na dzisiaj nie dorośliśmy do niego. Przebój pokazał się jako zespół zahartowany w trudnych bojach. Przecież przed rokiem ostro walczył z Fablokiem o awans. Przeszedł mu on obok nosa, ale dla mnie osobiście, na dzisiaj, jest to jedyny kandydat do awansu. Mogę coś na ten temat powiedzieć, bo graliśmy już przecież z czołówką rozgrywek. Mamy dodatni bilans tylko z Janiną Libiąż (2-1) natomiast z Przebojem i Marcówką przegraliśmy solidarnie po 0-2 - przypomina Piotr Stach.
Andrychowski szkoleniowiec nie omieszkał wrócić do pojedynku z Marcówką. - Przed tym meczem mieliśmy dzień odpoczynku mniej od przeciwnika, bowiem w Marcówce graliśmy w niedzielę - zauważa Piotr Stach. - Ktoś może pomyśleć, że szukam wytłumaczenia naszej porażki. Wielu moich zawodników nie jest przyzwyczajonych do ciężkiego treningu. Dla zobrazowania skali problemu mogę powiedzieć, że przecież Przemek Dudzic, nasz podstawowy napastnik, w poprzednim sezonie trenował w Nowej Wsi raz w tygodniu. Efekt tego jest taki - nie tylko w jego przypadku - że po 70 minutach zespół nie ma "pary". Potem istniał już tylko Przebój. Nie może być tak, że wchodzę na chwilę do ataku i bez dotknięcia piłki stwarzam większe zagrożenie przed bramką rywala niż napastnicy. Ale skoro kilku piłkarzy myśli tylko o tym, by mecz jak najszybciej się skończył, bo mieli kupione bilety na mecz Polski z Anglią w Chorzowie, to o czym mamy rozmawiać - wścieka się Piotr Stach.
Trener andrychowian zdaje sobie sprawę z tego, że przed zespołem jeszcze wiele pracy. - Dużo jest do poprawienia w organizacji gry obronnej - uważa Stach. - Podkreślam raz jeszcze, że kilku piłkarzy z obecnej kadry dotrwa tylko do pierwszego "okienka transferowego". Nie zamierzam nikogo zmuszać do pracy - kończy Piotr Stach.
(zab)
